sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 38

Zayn
Po 10 minutach moi przyjaciele już stali obok mnie, a policja była ok
5 minut po nich. Policja spisała ode mnie zeznania i innych świadków.
Widząc że funkcjonariusze nic nie działają tylko rozmawiają o tym,
postanowiłem sam zadziałać. Spojrzałem w głąb parku i zacząłem biec
w tamtą stronę, tak szybko ile tylko miałem sił w nogach. Słyszałem
za sobą krzyki przyjaciół i kroki kogoś za mną ale nie zwracałem na
 nie uwagi.Później zauważyłem że razem ze mną biegnie Liam i Harry
 Po dłuższej chwili ustałem i rozejrzałem się dookoła.
-Przecież musiał ją gdzieś schować.-powiedziałem bardziej do siebie
Zacząłem znowu biec przed siebie, a chłopaki za mną. Po ok 10
minutowym biegu, dalej nic nie znalaźliśmy. Wyrobiona ścieżka zaczęła
 być coraz węższa aż w końcu zamiast niej zaczęły wyrastać ca raz
gęstsze krzaki. Nie chciałem się poddać dlatego wszedłem w nie, a
chłopaki dalej się nie odzywając szli za mną. Po krótkiej chwili już z nich
wyszliśmy a przed nami z jakieś ok 50 metrów stała drewniana chata.
Od razu nabrałem nadziei że ona może tam być. Nic nie mówiąc
pokazałem chłopakom żeby każdy z nas zaszedł z innej strony domku.
Powoli podchodziliśmy, by nas nie usłyszał ten koleś, jeśli tam są.
Ja z Harrym podeszliśmy do okien z przeciwnych stron a Liam do
drzwi, gdyby On wyszedł.Gdy zajrzałem uważając przez okno,
przekonałem się że moja nadzieja nie zawiodła. Ona tam była, leżała
na ziemi związana i rozmawiała z tym mężczyzną. Widziałem w jej
oczach łzy ale nie wypuszczała ich jakby nie chciała okazać skruchy.
Gdy spojrzałem się na tego faceta widać było że się tym nie denerwuje,
jakby to już kiedyś robił. Odszedłem od okna i pokazałem chłopakom
by też to zrobili. Schowaliśmy się za krzakami, by uzgodnić co robimy.
-Chcecie na pewno mi pomóc, bo wiecie to ryzykowne, On ma broń?-
upewniałem się
-No jasne, po to tu jesteśmy. Nie ma takiej mowy żeby Cie z tym
zostawić.-odezwał się Liam a Harry go poparł
-Dzięki chłopaki, to się nazywają przyjaciele.
-Lou z Niallem też chcieli iść ale powiedzieliśmy im żeby zostali z
dziewczynami. Ktoś musi je wspierać.
-No i dobrze zrobiliście. No więc robimy tak.Zadzwonimy do
chłopaków by powiedzieli policji, gdzie ten facet jest, że jak uda
nam się ta 'akcja', by go zabrali. Musimy go jakoś
wyciągnąć z domku. Dlatego ja z tobą Liam zwale te deski co są
poukładane obok niego,by zrobić hałas. Harry ustaniesz za drzwiami
i gdy on tylko wyjdzie, spróbuj mu jakoś odebrać broń. Wtedy ja ci
pomogę ci go obezwładnić a ty Liam w tym czasie wlecisz do domku
rozwiążesz Klaudie, wyprowadzisz ją i pokażesz jej w którą stronę
ma uciekać. A jeśli to się uda to dalej wiadomo co będzie. Chłopaki
jeśli chcecie się wycofać to to jest ostatni moment. To jak?-przez cały
czas słuchali mnie i przytakiwali.
-Nie ma takiej opcji Zayn. Jesteśmy z tobą.-potwierdzili
Zadzwoniłem więc do Louisa powiedziałem mu gdzie się znajdujemy
i zaczeliśmy nasz plan. Zwaliłem deski z Liamem.....

Klaudia
 Udało mi się go namówić do rozmowy. Powiedział mi że
to jest ten sam dzień w którym mnie porwał i że minęło tylko kilka
godzin od tego zdarzenia. Siedzieliśmy później w ciszy gdy nagle
usłyszałem jakiś hałas na zewnątrz. Ten koleś od razu się poderwał
na nogi, chwycił broń, spojrzał przez okno ale chyba nic nie zauważył
bo zaczął otwierać powoli drzwi. Trochę się wystraszyłam. Gdy On
wyszedł na dwór usłyszałam jakieś głosy i głośniejsze hałasy. Nagle
drzwi zaczeły się szerzej otwierać przez co moje serce zaczęło szybciej
bić. W drzwiach stanął Liam, od razu moje puls zwolnił. Chłopak zaczął
mnie odwiązywać.
-Li..Liam skąd ty tu? Co się dzieje? Gdzie jest Zayn?-zasypałam go
pytaniami
-Klaudia, nie ma czasu na rozmowę. Musisz stąd wyjść.
Gdy mnie rozwiązał złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domku i szliśmy
w stronę krzaków. Wtedy zauważyłam Zayna i Harrego jak 'walczą' z
tym kolesiem. Obok nich zauważyłam leżącą broń i wtedy byłam pewna
 co powinnam zrobić.Wyrwałam rękę z uścisku Liama i zaczęłam biec
w ich stronę.
-Klaudia nie!-krzyknął chłopak ale nie zwracałam na to uwagi, nie mogłam
pozwolić na to by coś im się stało jakby im nie wyszło.
Chwyciłam za broń i skierowałam ją w kierunku tego faceta.
-Zostaw ich!! Słyszysz?!-zaczęłam do Niego krzyczeć
Wtedy cała trójka spojrzała na mnie.I zapewne Liam, bo jego wzrok też
czułam.
-I co zastrzelisz mnie? -spytał
-Możliwe.-odpowiedziałam mu lekko przestraszona
-Nie masz tyle odwagi by to zrobić.
-Oj nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz po raz drugi.
-No to dawaj strzelaj, no, czekam!
-Odsuń się od chłopaków.No już!Pod ścianę!-zrobił to
-Klaudia nie rób nic głupiego. On cię do tego specjalnie kusi.-zaczął
podchodzić powoli do mnie Zayn
-No dawaj! Zasłużyłem na to!!-krzyczał facet
Wtedy ja nabiłam broń.I po mimo słów chłopaka cały czas patrzyłam na
tego kolesia z pogardą w oczach.
-Kochanie nie możesz tego zrobić, nie chcę Cię stracić.-Był już bardzo
blisko mnie. -Proszę oddaj mi broń.-Wtedy na niego spojrzałam. W jego
oczach można było zobaczyć strach, ból oraz nadzieje. Wtedy wiedziałem
że nie mogę tego zrobić Zaynowi, moim przyjaciołom, rodzinie oraz sobie.
Chłopak powoli złapał za moje ręce które trzymały w górze broń.Wtedy
spojrzałam na tego faceta.
-Nie zrobię tego bo dla ciebie większą karą będzie 'odpracowanie' tego
tu na ziemi w więzieniu.
Wtedy Zayn opuścił moje ręce w dół i wziął ode mnie broń.
Nagle obok nas było pełno policjantów,jedni zabrali tego kolesia a reszta
przyszła do nas. Zabrali broń Zaynowi i upewnili się czy u nas wszystko
w porządku po czym zajrzeli do tego domku,wzieli z niego pieniądze co
leżały na stole, jako dowód kradzieży i poszli.
Przytuliłam się do Zayna i zaczęłam płakać. Chłopak obiął mnie, głaskał
i pocieszał, że już wszystko dobrze. Cieszyłam się chociaż z tego że
nikomu z nas nic się nie stało.
-Chodźmy już z tego miejsca.-odezwał się Liam
-Zayn, chłopaki....strasznie wam dziękuje, gdyby nie wy, dalej bym...
-Oj już dobrze, ale byliśmy i jesteś teraz z nami tak?
-Tak i dziękuję wam za to.-przytuliłam każdego z nich.
-Dobrze to chodźmy już bo reszta się pewnie się pewnie boi.
Gdy wyszliśmy z tych krzaków i byliśmy na brzegu parku, zobaczyliśmy
resztę naszych przyjaciół. Gdy nas tylko zobaczyli, przybiegli do nas i nas
wyściskali.
Cieszę się że mam takich przyjaciół. Zawsze są ze mną, wspierają mnie,
mogę zawsze z nimi szczerze porozmawiać.Postanowiliśmy nie myśleć już
 o tym co było i wrócić do domu.

Zayn
Jestem szczęśliwy że jest już po wszystkim, że Klaudia jest z nami, cała i nic
 jej nie jest.Już niby po wszystkim ale i tak widzę że Klaudia jest nadal
roztrzęsiona. Jutro wracamy do Polski, więc gdy tylko wróciliśmy do
hotelu każdy się pakował a następnie zjedliśmy kolacje i poszliśmy spać
dosyć wcześnie.Ten dzień był męczący dla wszystkich więc nikomu się już
nic nie chciało, a po za tyn wcześnie rano mieliśmy samolot.

Natalia
Rano obudził mnie budzik Louisa.
-Lou trzeba wstawać, za godzinę musimy być na lotnisku.
-Skarbie jeszcze chwilka.-odezwał się po czym przykrył się cały
kołdrą
-Nie chwilka, tylko wstawaj Lou. Znając was to ogarnięcie się wam tak
długo zajmie że na pewno się spóźnimy.
Zaczęłam ściągać z niego kołdrę.On wtedy chwycił mnie w pasie i
przyciągną do siebie.
-Kochanie nie psuj takiej porannej,miłej chwili.-zaczął mnie namawiać i
całować w usta, po czy zszedł na szyje i wtedy poczułam że robi mi malinkę.
-Lou, nie!-krzyknęłam -Nie na szyi!
-A czyli wolisz w innych miejscach.-zaśmiał się i zaczął całować mnie po
dekolcie i brzuchu.
-Podniósł mi koszulkę i dalej całował po gołej skórze i zrobił mi następnych
kilka na brzuchu i przy gumce od majtek. Po czym znowu wbił swoje usta w
 moje.Po chwili zwaliłam go z siebie, po czym wstałam i zaczęłam wybierać
w garderobie ubrania na dziś.
-Zawsze niszczysz mi najfajniejszą zabawę.-zrobił smutną minkę
-Bo zawsze ją zaczynasz w złych momentach
Chłopak podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu.
-Kocham Cię-powiedział
-Wiem Lou, ale ja ciebie mocniej.
Odwróciłam się do niego i dałam mu soczystego buziaka.Po chwili wzięłam
ciuchy i poszłam do łazienki. Zdjęłam zadużą koszulkę Lou którą od niego
wczoraj pożyczyłam. Teraz byłam w samej bieliźnie i spojrzałam w lustro
przed sobą.Zaczęłam krzyczeć na Louisa.
-Lou, zabije Cię!! Coś ty mi zrobił!!
Zobaczyłam w lustrze że na szyi nie mam jednej malinki tylko co najmniej
z cztery i na ciele tak samo. Niektóre były słabe dlatego nie czułam jak mi je
robił, ale i tak je widać.
Po chwili mój chłopak był już w łazience z uśmiechem na twarzy.
-Lou, przecież ja teraz będę musiała golfach i szalikach chodzić, a o bikini
to już mogę zapomnieć.!
-Czemu?! Teraz przynajmniej każdy będzie wiedział że jesteś moja, skarbie.
Słodko z tym wyglądasz.
-I bez tego każdy wiedział kochaniutki. A co beż tego byłam za mało słodka?
-Natuś, ja to po dzisiejszej porannej 'uczcie' to mogę Ci powiedzieć że jesteś
bardzo słodka,ty moja piękności.
-Oj dobra dobra, koniec tych słodkości na dzisiejszy ranek, bo zaraz nas zemdli.
Lou wyszedł z łazienki,po czym mogłam się wykąpać. Po mnie do łazienki
wszedł Lou. Ja tylko jeszcze założyłam na szyje apaszkę i zeszłam z moim
bagażem do hotelowej restauracji na śniadanie gdzie byli już Zayn,Klaudia,
Ola,Niall, Magda i Harry.Po 10 minutach dołączyła reszta. Zjedliśmy śniadanie
po czym pojechaliśmy na lotnisko.
 
********************************************
Przepraszam że musieliście tyle czekać na rozdział, ale tak wyszło. Mam
nadzieje że się podoba. I proszę was piszcie w komentarzach co sądzicie
 o rozdziałach. Chyba nie muszę wam przypominać że czym więcej
komentarzy tym większa wena :) Dziękuje że czytacie mojego bloga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz